Hosting jako niezbędny element strony internetowej
Hosting jako niezbędny element strony internetowej
11 lipca, 2018
Pokaż wszystkie

Domena publiczna a prawo dostępu do dzieła

Domena publiczna a prawo dostępu do dzieła

Mówiąc o domenie publicznej, mamy na myśli szereg możliwości, które oferuje, a więc wyłącznie pozytywne spojrzenie jej stosowania. Pozwala na duży zasięg prowadzenia działalności i dynamiczny rozwój strony. W ujęciu prawnym, domenę publiczną rozumie się jako brak skutecznych praw w odniesieniu do wszystkich, czyli nieposiadanie praw wyłącznych. Własność nawiązuje do wyłącznego prawa do danej rzeczy, z kolei prawo autorskie przyzwala tylko autorowi na korzystanie z jego dzieła, niezależnie od tego na ilu egzemplarzach występuje, czy to na 1 czy na 100 egzemplarzach, czy jedynie ma postać cyfrową. Jeśli jest to prawo do utworu, ma ono znaczenie w sensie prawnym, ale nie faktycznym, czyli wraz z zamieszczeniem utworu w domenie publicznej, prawo autorskie zostają utracone i nikt nie jest w ich posiadaniu. Nawet gdy utwór nie jest objęty ochroną, wymaga się wskazania jego źródła. Sytuacja taka ma miejsce w przypadku fotografii. Niezależnie od tego czy znajdziemy je w jakiejś starej książce w bibliotece i zrobimy kserokopie, czy pobierzemy z sieci, a jeżeli nie chcemy narażać się na żadne kary, nasze działanie powinno być zgodne z przepisami, czyli uprzednio należy do danego dzieła uzyskać prawo.

Warto przytoczyć w tej kwestii historię amerykańskiej fotografki Carol M. Highsmith, która wytoczyła proces przeciwko Getty Images, amerykańskiej agencji prowadzącej m. in. bank zdjęć. Wydarzenie odbiło się wielkim echem, głównie ze względu na wysokość żądanego odszkodowania – około 1 mld USD.

Sprawa rozpoczęła się od tego, że fotografka powierzyła prawo bezpłatnego udostępniania swoich dzieł, użytkownikom Biblioteki Kongresu USA. W akcie przekazania dokładnie określono sposób korzystania z albumów oraz adresata zdjęć, którym miał być szeroko rozumiany odbiorca powszechny.

Zdjęcia Carol M. Highsmith, udostępniono także w ramach płatnej licencji na stronie agencji Getty Images. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, artystka wezwała organizację do zapłacenia odszkodowania za umieszczenie grafiki na własnej stronie. Getty postąpiło tak, jakby to ono posiadało prawa autorskie do zdjęć i nie musiało za nie płacić.

Licencja jest pewnego rodzaju nadaniem praw autorskich, a opłata licencyjna nawiązuje do jej udzielenia. Między przekazaniem praw, a udzieleniem licencji występuje znaczna różnica odnośnie podmiotu upoważnionego do korzystania z tych praw.

Getty publikuje na swoich stronach zdjęcia na zasadzie licencji. Oznacza to, że tym samym daje dostęp do ich wykorzystywania przy określonych warunkach i równocześnie zatrzymuje prawa autorskie. Użytkownicy strony Getty ustanawiają umowę licencyjną, która daje im wgląd do umieszczanych na niej treści.

Organizacja nie posiada natomiast prawa do udzielania licencji na wykorzystanie fotografii umieszczonych w domenie publicznej, ponieważ nikt nie ma do nich praw autorskich. O sprawę Carol Highsmith zadecyduje nowojorski sąd. Przyjmuje się jednak postawę, że jeśli dzieła znajdują się w publicznej domenie, Getty nie może przypisać sobie do nich praw autorskich.